<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Ruszamy w świat</title>
	<atom:link href="http://ruszamywswiat.pl/?feed=rss2" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://ruszamywswiat.pl</link>
	<description>Blog dokumentujący wyprawę Beaty i Piotra</description>
	<lastBuildDate>Sun, 20 May 2012 07:55:38 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.2.1</generator>
		<item>
		<title>Luis</title>
		<link>http://ruszamywswiat.pl/?p=660</link>
		<comments>http://ruszamywswiat.pl/?p=660#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 20 May 2012 07:55:38 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[On]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ruszamywswiat.pl/?p=660</guid>
		<description><![CDATA[Gdy wylądowaliśmy w Huanchaco, podszedł do nas niewysoki Peruwiańczyk w kapeluszu i tak się zaczęła nasza niedługa, ale intensywna znajomość<a href="http://ruszamywswiat.pl/?p=660" class="searchmore">Read the Rest...</a><div class="clr"></div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Gdy wylądowaliśmy w Huanchaco, podszedł do nas niewysoki Peruwiańczyk w kapeluszu i tak się zaczęła nasza niedługa, ale intensywna znajomość z Luisem. Huanchaco jest wioską rybacką, która z czasem przekształciła się w obóz surferski. Przyjechaliśmy tam zobaczyć Chan Chan, najstarsze i największe miasto z epoki prekolumbijskiej, stolica Imperium Chimu, którzy w 15 wieku zostali podbici przez Inków. A zostaliśmy dłużej, nie przez wzgląd na to historyczne miejsce.</p>
<p style="text-align: justify;">Huanchaco to jakieś trzy kwadry domów od lądu oddzielone wałem z piasku. W powietrzu ciągle unosi się piaskowa mgiełka zasłaniająca niebieskie niebo. Długa i szeroka plaża nie jest za czysta, ale fale oceanu nie pozwalają leżeć plackiem w słońcu. W piasek wbite tradycyjne łódeczki „caballitos” &#8211; rybackie rogale z 500 roku BC, z charakterystycznym czubem, widoczne są z oddali. Po plaży przechadzają się piękne pelikany. „To nie jest normalne. Mnóstwo pelikanów umiera. Mówią, że to jakiś wirus, że woda jest cieplejsza i ryby pozdychały, i teraz pelikany szukają jedzenia na lądzie. Bzdura, zanieczyszczenie.” Luis wspomniał od razu o delfinach, które na północy Peru i w Ekwadorze giną masami. „Państwa pierwszego świata chełpią się tym, że są czyste, trzymają się norm i są zorientowane na ochronę środowiska. Tyle, że te same państwa stawiają szyby wiertnicze, budują fabryki i zajmują kopalnie takich państw jak Peru. To tutaj jest wysypisko.”</p>
<p style="text-align: justify;">Luis stara się żyć poza wszelkimi systemami. Kiedyś pracował tak jak inni, od do. Był producentem koncertów i miał dobrą pracę w Limie. Pewnego dnia stracił cierpliwość do zepsutego i sztucznego świata muzyków, ludzi go otaczających, zorientowanych na sukces materialny oraz systemowe i systematyczne wyzuwanie jednostki z jej naturalnego człowieczeństwa. Rzucił wszystko, jak to się błaho mówi, i przyjechał do Huanchaco. Tu zaczął od dosłownie niczego. „I told my daughters: now we are poor, we don’t have anything. You cannot imagine. They were very small and they were listening to me so carefully.” Aby utrzymać rodzinę łowił ryby, zbierał co mu wpadło w ręce, a wolnym czasie surfował. Pewnego razu znalazł kawałek drewna z wyżłobionym kształtem i tak zaczął rzeźbić. Od tamtego momentu miał nawet jakieś wystawy swoich prac, wywiady, ale po jakimś czasie stwierdził, że to również nie jest jego świat. Sztuka, tworzenie jest przecież systematyzowaniem kształtu, myśli, uczucia, wbijaniem w formę, a poza tym cała ta otoczka jest wyniszczająca.</p>
<p style="text-align: justify;">Gdy Luis zaprowadził nas do swojego miejsca, nie chcieliśmy szukać innego. Mimo, że nie było za czysto, były różne niedogodności, <em>ambience</em> jego domu nie pozwalał nam wymagać czegoś więcej. „Clandestino”, to słowo dosyć często pojawiało się na ustach Luisa. Chyba lubił jego dźwięk, a jego znaczenie wyznaczało jego stosunek do autorytarnych nakazów i praw. „To nie jest hostel. Nie mam nazwy przed domem, wiecie jestem ‘clandestino’.” Tu pojawił się niezmiernie szeroki i szczery uśmiech na twarzy Luisa. „Jak mówi się ‘compartir’, no wiecie ‘to share’ po polsku?” „Dzielić się”. „To jest dom, którym dzielimy się, to wszystko”. Następnie szybko przygotował świeży sok z owoców z kosza na stole i przyniósł trzy szklanice. „Będziemy mówić tylko po hiszpańsku. Pamiętajcie, jak wznosimy toast patrzymy sobie w oczy. Salud y felicidad.” Później pobiegł bez słowa do pokoju i ku naszemu zdziwieniu wrócił z polskim czasopismem w dłoni. „Jesteście moimi drugimi Polakami. Pierwszy był parę lat temu. Okazało się, że był dziennikarzem. W ostatni dzień, przed wyjazdem przyniósł swój notatnik, podniósł do góry i powiedział: ‘Wiesz co tam mam? Twoje życie, Luis.’ ‘Bierz i jedź sobie’, powiedziałem. Macie, przeczytajcie i powiedzcie co tam napisał.” Artykuł był bardzo długi i w szczegółowy sposób opisywał domostwo Luisa włączając wszelkie zwierzęta z nim żyjące tzn. 4 koty i żółwia.</p>
<p style="text-align: justify;">Gdy rozpakowywaliśmy się Luis przyszedł do naszego pokoju ze starym akustykiem pod pachą.</p>
<p style="text-align: justify;">Ja: Umiesz grać?</p>
<p style="text-align: justify;">Luis: Nie za bardzo. A co to masz?</p>
<p style="text-align: justify;">Ja: To jest metronom. Do ćwiczeń.</p>
<p style="text-align: justify;">Luis: Metro-gnome?!! Co to, jakieś urządzenie z przyszłości? Metro-gnome!</p>
<p style="text-align: justify;">Ja: Nie wiesz co to metronom?</p>
<p style="text-align: justify;">Luis: Nie uczyłem się nigdy, gram do rytmu serca, hehe, nie Metro-gnome! Nauczyłem się grać Guantanamera rok temu dla mojej mamy na święta, żebyście ją widzieli jak się ucieszyła. Nie lubię prezentów i tego typu spraw. Kupować ciuchy? Co najmniej od 10 lat nie kupiłem sobie ciuchów. Jak mam coś nowego, to jest to od jakiegoś gringo, który się zatrzymał ze mną. Dwa lata temu na święta przywiozłem mamie i rodzinie platanos z serem jako prezent.</p>
<p style="text-align: justify;">Ja: Zagraj Guantanamera.</p>
<p style="text-align: justify;">Luis: A zagrasz ze mną?</p>
<p style="text-align: justify;">I tu nie czekał na odpowiedź. Dźwięki piosenki wypełniły nasz pokój pełen obrazów namalowanych przez znajomych Luisa, ozdób przez niego skonstruowanych i innych partykulariów. Co do tych bananów, które Luis przygotował dla mamy, to później wspomniał, że wchodząc boso do samolotu z pachnącym pakunkiem pod pachą powodował ogólny zamęt na pokładzie.</p>
<p style="text-align: justify;">Chwilę później słyszymy Luisa z oddali. „Patrzcie co dostałem od takiego gościa. Czarne półbuty, po co mi one?” Kolejną chwilę później pukanie do drzwi wejściowo/wyjściowych. Luis znika i pojawia się z workiem pełnym czegoś zielonego. „Wymieniłem buty”, szeroki uśmiech, przymknięte oczy. „To moja akatalepsja”. W kuchni, która mieści się w podwórzu, na wolnym powietrzu wisi tablica szkolna. Luis podszedł do niej i napisał: „Acatalepsia – imposibilidad de la mente de encontrar la verdad.” „Napiszcie ‘compartir’ po polsku!”</p>
<p style="text-align: justify;"> <a href="http://ruszamywswiat.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_17243.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-665" title="IMG_1724" src="http://ruszamywswiat.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_17243.jpg" alt="" width="631" height="419" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ruszamywswiat.pl/?feed=rss2&#038;p=660</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Peru</title>
		<link>http://ruszamywswiat.pl/?p=669</link>
		<comments>http://ruszamywswiat.pl/?p=669#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 19 May 2012 15:15:10 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ona]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ruszamywswiat.pl/?p=669</guid>
		<description><![CDATA[Do Cusco przybyliśmy o dwie godziny za wcześnie. Co tu robić o 4.30 rano? Jak zwykle w takich sytuacjach w<a href="http://ruszamywswiat.pl/?p=669" class="searchmore">Read the Rest...</a><div class="clr"></div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Do Cusco przybyliśmy o dwie godziny za wcześnie. Co tu robić o 4.30 rano? Jak zwykle w takich sytuacjach w Ameryce Południowej czekamy na dworcu aż się rozjaśni.  Jesteśmy dużo  bardziej ostrożni niż w Azji i to nie bez powodu. Cały czas spotykamy osoby , którym coś ukradli. W drodze powrotnej z jeziora Titicaca spotkaliśmy 5 osób; każdej z nich ukradziono aparat. W Brazylii sprawa jest prosta przykładają pistolet do głowy i ładnie proszą, aby oddać co nasze. W innych krajach latynoamerykańskich używają zawsze jakiegoś podstępu i sprawa jest bardziej skomplikowana, za to łatwiejsza do uniknięcia.  Można wsiąść do taksówki, która zboczy z drogi i dosiądzie się do niej dwóch osiłków i ukradnie co nasze. W najgorszym wypadku mogą nas gdzieś wywieść i pomęczyć trochę, aby ujawnić im PIN do karty. Można zostać obrzuconym ptasimi odchodami i zaraz znajdzie się ktoś z chusteczkami, kto pomoże nam wyczyścić ubranie i przy okazji zabierze aparat i poda dalej. Można być uczynnym i na stacji czekając na autobus podnieść portfel  i oddać starszemu panu. Wracając na ławeczkę, na której siedzieliśmy nie ma już naszych rzeczy. Można po prostu zostać okradzionym w autobusie nocnym. Są tez bardziej wyrafinowane sposoby kradzieży. Fałszywy policjant, zagubiony turysta, który chce, aby wskazać mu coś na mapie nasączonej jakimś środkiem, po którym nam słabo. Sposobów jest wiele. Grunt to je znać i być trochę bardziej ostrożnym niż zwykle. Zostało nam jeszcze kilka dni podróży i z perspektywy mogę już powiedzieć , iż  za wyjątkiem Brazylii, w Ameryce Południowej czuliśmy się dość bezpiecznie, aczkolwiek zawsze byliśmy ostrożni i czujni.</p>
<p style="text-align: justify;">Wracając do Cusco. Okazało się bardzo bezpiecznym, turystycznym ale jednocześnie pięknym miastem. Nie da się nie zauważyć sklepów z pamiątkami i nagabywaczy, ale nie przysłania to prawdziwego charakteru miasta. Z pewnością nie jest to miasto typu Dubrownik,w którym całe stare miasto wypełnione jest po brzegi restauracjami dla turystów.. Cusco żyje pomimo turystów. W wąskich uliczkach starego miasta jest mnóstwo małych sklepików, restauracyjek z <em>almuerzo</em>  (obiad) za grosze. W podwórkach starych domostw nadal działają maleńkie zakłady rzemieślnicze. Wszędzie na chodnikach porozkładane są owoce i warzywa sprzedawane przez babuszki z okolicznych wioseczek.  Podobnie jak w Boliwii dużo kobiet ubranych jest w tradycyjne stroje. Tym razem kapelusik zastąpiony jest białym cylindrem. W zależności od pochodzenia przewiązany czarną lub granatową wstążką. Dodatkowo to piękne położenie: w samym centrum <em>Sacred Valley</em> ( Świętej Doliny). Cusco to jedno z tych miast, po których można spacerować godzinami.  W Cusco nie ma zabytkowego centrum. Ono całe jest zabytkowe, śliczne, staruteńkie i na swój sposób magiczne.</p>
<p style="text-align: justify;">Cusco to również baza wypadowa do największej atrakcji w Peru czyli Machu Picchu. Peruwiańczycy znają wartość tego miejsca, dlatego też podróż tam to nie lada wydatek. Cztery godziny specjalnym turystycznym pociągiem do mega turystycznego Aguas Calientes (60$), autobus na górę (12$), wstęp (40$) autobus z powrotem(12$) i pociąg(60$). Doliczając nocleg i obiad w drogim Aguas robi się to dość droga wycieczka. Oczywiście da się ekonomiczniej i równie przyjemnie. Wystarczy znaleźć busik do <em>Hydroelectrica, </em>później dwie godziny pieszo torami. Nocleg w Aguas Calientes i przed świtem piechotką na górę.  Bilet trzeba kupić dzień wcześniej, gdyż z samego rana kasa jest zamknięta. Należy również pamiętać o paszporcie, gdyż bez niego nie zostaniemy wpuszczeni na szlak. Spacerek bardzo męczący, bo po stromych schodach. Chyba tylko chęć zrobienia zdjęcia bez tłumu ludzi pchała nas do przodu. Plus mijające nas autobusy mknące po drodze przecinającej od czasu do czasu szlak. O szóstej dziesięć jesteśmy na górze i czeka tam na nas wschód nad Machu Picchu i piękna pogoda. Mieliśmy dużo szczęścia, gdyż przeważnie nad miastem unosi się mgła i trzeba czekać do południa aż się podniesie.  Miasto wygląda przepięknie i nie wierzę, że ktoś może stamtąd wrócić zawiedziony.</p>
<p style="text-align: justify;">Około 11 wracamy na dół, dwie godziny po torach i przy <em>Hydroelectrica</em> około 14  łapiemy busik do Cusco. O dziesiątej w nocy następnego dnia jesteśmy z powrotem.</p>
<p style="text-align: justify;">Najbliższe okolice Cusco mają również wiele do zaoferowania, dlatego też postanowiliśmy skorzystać chociaż z kilku tych atrakcji. Wybraliśmy się do Salinas i nieopodal leżącego Moray. Salinas to zespół basenów gdzie odparowuje się sól. Słona woda z podziemnego źródła jest kierowana do systemu kanalików i stamtąd stopniowo do basenów. Najpierw tych na górze, później coraz niżej. Każdy basen ma około 4m2 i jego głębokość nie przekracza 30 cm. O stan basenów dbają rolnicy z pobliskiej wioski. Każdy jest odpowiedzialny za jeden basen, a wszyscy muszą dbać o ogólny stan kanałów doprowadzających słoną wodę do basenów.  Pod wypływem słońca woda wyparowuje i ta pozostała w basenie staje się bardzo nasycona, stąd też wytrącają się kryształki soli. Wtedy to zamyka się dopływ wody i pozwala, aby cały basen wysechł. Kolor wody w basenie zależy od umiejętności poszczególnych rolników.</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://ruszamywswiat.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_0922.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-670" title="IMG_0922" src="http://ruszamywswiat.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_0922.jpg" alt="" width="631" height="419" /></a></p>
<p style="text-align: justify;">Aby dostać się do Salinas należy wziąć autobus do Urubamba i wysiąść wcześniej  na skrzyżowaniu gdzie skręca się do miasteczka Moras. Stamtąd za złotówkę można podjechać do ścieżki na Salinas.   Później stwierdziliśmy, iż będziemy pytać babuszek pasących osiołki czy dobrze idziemy. Nie było jednak takiej potrzeby, gdyż okazało się, że na ścieżce trwają prace prowadzone przez pół wioski. Tak więc szliśmy wężykiem pomiędzy paniami w białych cylindrach niosących na plecach dziecko, w prawej dłoni bukłak z wodą, a w lewej kilof. Nie mogliśmy sobie tego lepiej wymarzyć. Co chwilę proponowano nam miksturę podlaną alkoholem, która niby doda nam sił. Jak już pogawędziliśmy chwilkę i przyspieszaliśmy kroku krzyczeli do innych „passa gringos.” Tak nam się to spodobało, że już sami później zaczęliśmy krzyczeć  „passa gringos” wymijając robotników, czym wywoływaliśmy ogólne rozbawienie.  W drodze powrotnej już tylko machaliśmy „znajomym” nie zatrzymując się zbytnio, gdyż w planie było jeszcze Moray.</p>
<p style="text-align: justify;">Do Moray już nie dało się inaczej i trzeba było wziąć taksówkę z Maras. Po krótkiej negocjacji już mknęliśmy przez pola, aby zobaczyć piękne tarasy.  Moray to zbiór tarasów wybudowanych przez Inków prawdopodobnie w celu opracowania optymalnego sposobu sadzenia plonów. Tarasy wybudowane są biorąc pod uwagę siłę wiatru, nasłonecznienie itp., w taki sposób, że różnica temperatur w poszczególnych miejscach wynosi 15 stopni Celsjusza.</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://ruszamywswiat.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_0939.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-671" title="IMG_0939" src="http://ruszamywswiat.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_0939.jpg" alt="" width="631" height="419" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ruszamywswiat.pl/?feed=rss2&#038;p=669</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Huaraz</title>
		<link>http://ruszamywswiat.pl/?p=650</link>
		<comments>http://ruszamywswiat.pl/?p=650#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 19 May 2012 07:55:10 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[On]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ruszamywswiat.pl/?p=650</guid>
		<description><![CDATA[Huaraz wygrywa pod względem okolic, atrakcji, miejsc, które można odwiedzić i szlaków, które można przejść. W Andach północnego Peru, otoczone<a href="http://ruszamywswiat.pl/?p=650" class="searchmore">Read the Rest...</a><div class="clr"></div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Huaraz wygrywa pod względem okolic, atrakcji, miejsc, które można odwiedzić i szlaków, które można przejść. W Andach północnego Peru, otoczone górami Huaraz jest bramą do łancuchów górskich: Cordillera Blanca i Cordillera Negra, gdzie rozpoczynają się szlaki Santa Cruz oraz Huayhuash. Ten ostatni to rzekomo drugi najpiękniejszy trekking na świecie. Można również zapełnić swój dzień czymś mniej czasochłonnym, ale równie pięknym jak przechadzka do lodowca Pastoruri, znajdującego się na 5250 m n.p.m . A lodowiec Pastoruri wygląda tak:</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://ruszamywswiat.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_15231.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-652" title="IMG_1523" src="http://ruszamywswiat.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_15231.jpg" alt="" width="631" height="419" /></a></p>
<p style="text-align: justify;">Nie można nie spróbować ice-climbing w okolicy laguny Llaca. Ściana lodowca, po której się wspinaliśmy ma jakieś 15 metrów. Ponownie już nawet  to, co nas otaczało wystarczało, aby mieć uśmiech od ucha do ucha. Białe czubki gór, jezioro, skały i lodowiec. Gdy dochodziliśmy do miejsca wspinaczki pomyśleliśmy: „O co chodzi, przecież ta ściana jest niska? Iiii, co to dla nas?!” Jednak gdy przyodzialiśmy się w uprząż, przypięliśmy raki i złapaliśmy za czekany, ściana dziwnie urosła. A Man-Spider wygląda tak:</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;"><a href="http://ruszamywswiat.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_1417.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-654" title="IMG_1417" src="http://ruszamywswiat.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_1417.jpg" alt="" width="631" height="419" /></a></p>
<p style="text-align: justify;">Wchodziłem aż lód się sypał. Tyle, że sypał się na twarz, więc rozkwasiłem sobie nochal. A brudna gęba wygląda tak:</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://ruszamywswiat.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_1317.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-655" title="IMG_1317" src="http://ruszamywswiat.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_1317.jpg" alt="" width="423" height="631" /></a></p>
<p style="text-align: justify;">Samo miasteczko Huaraz jest przyjazne, kręci się trochę białych twarzy, ale nie wpływa to na ogólny charakter miejsca. A jeżeli już o białych twarzach mowa. Przechadzając się popołudniem główną ulicą Huaraz natrafiliśmy na procesję i kontrdemonstrację. Ciekawe zestawienie. Z jednej strony przy dźwiękach kościelnej nuty szła grupa ludzi z figurą ukrzyżowanego Chrystusa na przedzie. Przed nimi, cofając się, acz podążając po tej samej trajektorii, tancerze ubrani na biało, z kościelnymi insygniami,  białymi maskami na twarzach, batami i krzyżami w dłoni oraz kajdanami na rękach odgrywali sztukę o kolonizacji przy kontrdźwiękach tradycyjnej muzyki przygrywanej przez instrumentalistów im towarzyszących. A ta sytuacja wyglądała następująco:</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://ruszamywswiat.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_12091.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-657" title="IMG_1209" src="http://ruszamywswiat.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_12091.jpg" alt="" width="631" height="420" /></a></p>
<p style="text-align: justify;">Nie chcieliśmy wyjeżdżać z Huaraz, tyle to miasto ma do zaoferowania… Przecięliśmy Limę. Mieliśmy zostać w stolicy Peru przez jedną noc, ale przybywszy do miasta od razu zdecydowaliśmy się zostawić plecaki w biurze turystycznym na parę godzin i spędzić tylko dzień w tym smutnym miejscu. Wieczorem tego samego dnia wsiedliśmy do autobusu, który dowiózł nas do Trujillo, skąd busikiem dotarliśmy do Huanchaco.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ruszamywswiat.pl/?feed=rss2&#038;p=650</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Droga do Aguas Calientes</title>
		<link>http://ruszamywswiat.pl/?p=645</link>
		<comments>http://ruszamywswiat.pl/?p=645#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 18 May 2012 01:49:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[On]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ruszamywswiat.pl/?p=645</guid>
		<description><![CDATA[Idziemy zobaczyć Machu Picchu. Pociąg bezpośredni z Cusco do Aguas Calientes jest drogi, bo kosztuje $120 w obie strony, więc<a href="http://ruszamywswiat.pl/?p=645" class="searchmore">Read the Rest...</a><div class="clr"></div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Idziemy zobaczyć Machu Picchu. Pociąg bezpośredni z Cusco do Aguas Calientes jest drogi, bo kosztuje $120 w obie strony, więc jak już nie raz w naszej podróży wybieramy drogę nieco bardziej skomplikowaną, ale tańszą. W przewodniku można wyczytać jak się tam dostać drogą okrężną. My mieliśmy nieco ułatwioną sprawę, bo od niedawna działają agencje proponujące busiki do Hidroelectrica, elektrowni wodnej na rzece i jednocześnie stacji kolejowej &#8211; miejsca, z którego już tylko spacer po torach dzieli od miasteczka. No to dawaj. Najpierw jedziemy z Cusco przez Santa Maria i Santa Teresa do Hidroelectrica. Stąd kontynuujemy piechotą po torach 10 kilometrów: 2 godziny marszu. Droga przez lasy, otoczona górami, wzdłuż rwącej rzeki Urubamba, przez mosty. Ogółem całkiem przyjemnie. Docieramy do Aguas Calientes. Miejsce maksymalnie sztuczne, które nie istniałoby bez białej masy. Hotel na restauracji, hostel na sklepie. Nocleg i ponownie alternatywa: autobus, lub „spacer” na górę. Jesteśmy przy końcu naszej podróży, więc wybór dosyć oczywisty. Pobudka 4 rano i przy moście, z którego zaczyna się szlak na górę jesteśmy o 5:20. Most otwierają o 5, na górę wspina się jakieś 1h-1,5h. Szlak dla piechurów przecina co chwilę drogę, po której jadą autobusy. Dosyć stromo i co chwilę słychać deprymujący warkot silników. My się pocimy, a tu fiuuuuu jeden autobus. Parę achów i stękań i fiuuuuuu drugi autobus. Trzeba się spiąć, żeby się wspiąć dosyć szybko, to jest przynajmniej przed 6 czy 7 autobusem. Docieramy w 50 minut, niezły czas. Zmęczeni wbijamy się w kolejkę, jest dobrze: nie ma jeszcze aż tak wielu turystów. Po drodze wyprzedziliśmy chyba wszystkich wspinających się, którzy wyruszyli przed nami. A po co tak się spieszyć? A żeby zobaczyć miasto nie skażone ludzką obecnością, jeszcze przed tym, jak mrówy rozejdą się po kątach. Po pięciu godzinkach droga powrotna. Schodzimy spokojnym tempem, następnie 2 godziny po torach. Przy stacji: Hidroelectrica łapiemy busik i stąd już około 6 godzin do Cusco, gdzie docieramy wieczorem. A Machu Picchu z naszej perspektywy tamtego dnia wygląda tak:</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://ruszamywswiat.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_1017.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-646" title="IMG_1017" src="http://ruszamywswiat.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_1017.jpg" alt="" width="631" height="419" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ruszamywswiat.pl/?feed=rss2&#038;p=645</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Quechua</title>
		<link>http://ruszamywswiat.pl/?p=637</link>
		<comments>http://ruszamywswiat.pl/?p=637#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 16 May 2012 03:47:35 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[On]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ruszamywswiat.pl/?p=637</guid>
		<description><![CDATA[Język quechua, język rdzennych mieszkańców Ameryki Południowej, którego odmian w krajach kontynentu niegdyś podbitego przez Inków jest mnóstwo, a pochodzenie<a href="http://ruszamywswiat.pl/?p=637" class="searchmore">Read the Rest...</a><div class="clr"></div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Język quechua, język rdzennych mieszkańców Ameryki Południowej, którego odmian w krajach kontynentu niegdyś podbitego przez Inków jest mnóstwo, a pochodzenie wspólne, był w użyciu przed Inkami i jest nadal jako &#8222;język ludu&#8221;. W górskich rejonach Boliwii, Peru czy Ekwadoru, między sobą porozumiewać się będą w odmianie języka quechua, a dopiero gdy z autobusu wyjdzie biała twarz, to usłyszy hiszpański. Inkowie mówili jedną z odmian, gdy podbijali Amerykę wypiętrzoną Andami. Włączając kolejne ludy do swego imperium zdali sobie sprawę, że podbici posługują się w większości językiem quechua, może nie takim samym, ale jednak, więc należałoby ujednolicić mowę. To spowodowało dalsze rozprzestrzenianie się quechua. W 16 wieku było to narzędzie, którym posługiwali się Hiszpanie w celu komunikacji z rdzennymi mieszkańcami. Kościół również używał quechua podczas ewangelizacji społeczeństwa. Wiele nazw własnych i słów, które słyszy się w Ameryce pochodzi od protokeczuańskiego. Na przykład słowo &#8222;lama&#8221;, oznaczało owcę. Natomiast &#8222;waka&#8221; oznacza krowę.</p>
<p style="text-align: justify;">W La Paz natrafiliśmy na uliczną imprezę. Zespół składający się z muzyków na dęciakach i perkusjonaliach przygrywał powtarzalny motyw, do którego dwoje tancerzy wystrojonych w tradycyjne stroje podrygiwało. Gdy po paru taktach muzycy przyciskali i zaczynali bardziej dawać do pieca, pani zaczynała bardziej kręcić tyłkiem. I tak na zmianę, spokojne podrygiwanie i energiczne kręcenie. Bez ustanku. Po chwili tylko włączają się inne panie oraz dwa byki, to znaczy mężczyźni przebrani za byki. Taniec nazywa się &#8222;waka waka&#8221; i cała impreza jest rytualną prośbą o mleko.</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://ruszamywswiat.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_9941.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-638" title="IMG_9941" src="http://ruszamywswiat.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_9941.jpg" alt="" width="631" height="419" /></a></p>
<p style="text-align: justify;">Na wyspie Isla del Sol na jeziorze Titikaka, gdzie dotarliśmy po stolicy Boliwii, mieszkańcy używają osiołków do przewozu materiałów. A to zwierzę, którego nie da się nie lubić, jest również mieszkańcem Wyspy Słońca. Parę tysięcy lat temu najprawdopodobniej w okolicach rzeczonego jeziora lama została udomowiona. Dziś babuszka, którą napotkaliśmy i której pomogliśmy rozstawić kramik z jedzeniem, ma dwie lamy. Co może z nimi zrobić? Może naładować im na grzbiety jedzonko do kramiku i tym samym odciążyć już i tak do cna wyczerpanego osiołka. A droga z przystani, gdzie cumują łodzie przywożące towar z Copacabany, na górę do wioski jest dosyć stroma. Może ostrzyc zwierzaki i zrobić czapki, lub swetry na sprzedaż gringo. Może jedną, tą schorowaną przerobić na mięso i obok kramiku sprzedawać kukurydzę z ziemniakami no i mięsem, a jak ktoś chce, to może sobie salsą polać. Jak lama narobi (a może narobić i tak to wygląda):</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://ruszamywswiat.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_0248.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-641" title="IMG_0248" src="http://ruszamywswiat.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_0248.jpg" alt="" width="631" height="420" /></a></p>
<p style="text-align: justify;">to babuszka może spalić w piecu. Wychodząc na drugą stronę wyspy z owieczkami, babcia może zabrać jedną lamę (bo druga już przecież zjedzona) ze sobą, bo w razie ataku ze strony jakichś kojotów, czy czegoś, to agresywne zwierzę wystraszy łobuza. Nie wspomnę już o aspekcie kultu zwierzęcia. No przecież babuszka może obok flagi Boliwii na czapie wyszyć lamę, albo po prostu wystrugać ją z drewna i sprzedać w kramiku na Wyspie Słońca.</p>
<p style="text-align: justify;">A sama wyspa jest oazą spokoju. Brak aut, hałasu ze sklepów, nachalnego nagabywania, krzyków i wrzasków. Cisza&#8230; W tej ciszy wraz ze Słońcem rzekomo narodzili się Inkowie. My codziennie rano czuliśmy się jak nowonarodzeni. Jednego dnia  przeszliśmy wyspę z jednej strony na drugą w pełnym słońcu, szybko tracąc zapasy wody. Na tej wysokości woda idzie szybko. A woda w jeziorze Titikaka jest lodowata. Zrzekam się tytułu morsa, wszedłem tylko po kolana.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ruszamywswiat.pl/?feed=rss2&#038;p=637</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Tam gdzie narodziło się Słońce</title>
		<link>http://ruszamywswiat.pl/?p=630</link>
		<comments>http://ruszamywswiat.pl/?p=630#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 15 May 2012 04:42:15 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ona]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ruszamywswiat.pl/?p=630</guid>
		<description><![CDATA[Stolica jak stolica. Można to powiedzieć o wielu miastach, ale nie o La Paz. Najwyżej położona stolica na świecie nie<a href="http://ruszamywswiat.pl/?p=630" class="searchmore">Read the Rest...</a><div class="clr"></div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Stolica jak stolica. Można to powiedzieć o wielu miastach, ale nie o La Paz. Najwyżej położona stolica na świecie nie wygląda jak inne metropolie. Już samo ukształtowanie terenu sprawia, że niemożliwe jest przeobrażenie tego miasta w  tzw. moloch.  Położone w dolinkach, na górkach, na zboczach urwisk, otoczone ośnieżonymi sześciotysięcznikami La Paz ma w sobie coś co sprawia, że człowiek nie czuje się jak w stolicy. Po wąskich uliczkach, czasami nachylonych pod kątem 60 stopni poruszają się kolorowe autobusy.</p>
<p style="text-align: justify;">Z wcześniejszego doświadczenia wiedzieliśmy, iż stolice są przeważnie najmniej tradycyjne i najbardziej zglobalizowane. Jednak La Paz zachowało swój boliwijski charakter. Mnóstwo kobiet nadal chodzi w tradycyjnych strojach, szerokich plisowanych spódnicach w kolanko, z chustą na plecach i z kapelusikiem na głowie. Do tego dwa długie czarne warkocze. Wygląda to bardzo ciekawie, gdyż szeroka spódnica plus krótkie szczupłe nóżki i niski wzrost sprawia, że każda Boliwijka wygląda jak kuleczka. Nie wspominając, że często nie jest to zasługa stroju. Górska dieta składająca się z ziemniaków, kukurydzy, ryżu i kurczaków robi swoje.  Sposób przyrządzenia też nie jest najzdrowszy. W Boliwii na każdym rogu jest <em>Polleria</em> czyli  jadłodajnia–kurczakownia. Jadłospis zawsze ten sam: smażony kurczak, frytki, ryż i niby sałatka, dodatkowo wszystko polane keczupem.</p>
<p style="text-align: justify;">W La Paz jest jeszcze coś, co ciężko spotkać w innych miejscach. Jest to targ czarownic, na którym można kupić zasuszony zarodek lamy, lub inne zwierzęce wnętrzności. Można  kupić wszelkie przedziwne roślinne specyfiki, wyleczyć wszystko, a nawet rzucić na kogoś klątwę. Jest też kontrowersyjne muzeum koki, targi, kościoły i szamani, do tego na każdym rogu i z każdej ściany wita nas dzieciątko Jezus, lub postać Maryi.</p>
<p style="text-align: justify;">W niewielkiej odległości od miasta znajduje się kilka dodatkowych atrakcji. Laguny, szczyty, kaniony plus rzekomo najniebezpieczniejsza droga na świecie, z której teraz za &#8222;niewielką&#8221; opłatą można zjechać na rowerze. Ogólnie jest co robić.</p>
<p style="text-align: justify;">Po kilku dniach w La Paz ruszyliśmy dalej do maleńkiego miasteczka Copacabana przy granicy z Peru, aby ujrzeć miejsce gdzie narodziło się Słońce. Wyspa Słońca jest położona na legendarnym jeziorze Titicaca i wygląda tak, jakby zatrzymał się tam czas. Według wierzeń Inków to tam narodziła się ich cała cywilizacja. Jezioro Titicaca położone na wysokości około 4000 m.n.p.m dało początek Słońcu i Księżycowi. Stąd są tam dwie wyspy: Isla del Sol i Luna. Wyspa Słońca wygląda jak wielka zielona góra wyłaniająca się z ciemnoniebieskiej otchłani jeziora. Nie ma tam dróg, są jedynie kamienne schody wybudowane przez Inków. Na zboczach i na samym szczycie znajduje się wioseczka. Transport towarów do wioseczki odbywa się przy pomocy osiołków. Już teraz rozumiem powiedzenie „uparty jak osioł.” Też bym nie chciała iść, jakby ktoś załadował mi na plecy zakupy na cały tydzień, dwa gigantyczne bukłaki z wodą i kazał iść po stromych schodach. W zasadzie jedynym wieczornym dźwiękiem na wyspie było zawodzenie osiołków.  W dzień tu i ówdzie widać turystów, którzy przypływają na wyspę na jednodniowe wycieczki, po zmroku zostaje tylko garstka. Na zboczach wyspy rozsiane są ruiny z czasów Inków, pasą się lamy i owce, i wszędzie można dojść tylko wąską ścieżką. My obeszliśmy wyspę na nogach, wzdłuż  brzegu jeziora, po stromych skalistych zboczach, schodząc w dół kanionów tylko po to, aby zaraz wspiąć się na górę.</p>
<p style="text-align: justify;">Podróżując po wielu miejscach często wydaje nam się, że jesteśmy tam za późno, że pięć lat wcześniej byłoby fajniej. W niektórych miejscach czujemy, że za pięć/dziesięć lat inni podróżnicy nie zobaczą już tego co my, bo będzie już „za turystycznie”. Będąc na wyspie Słońca czułam, że tam zawsze będzie tak samo, zawsze będzie cicho, spokojnie i pięknie. Tam po prostu czas się zatrzymał.</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://ruszamywswiat.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_07982.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-634" title="IMG_0798" src="http://ruszamywswiat.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_07982.jpg" alt="" width="631" height="419" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ruszamywswiat.pl/?feed=rss2&#038;p=630</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Salar de Uyuni</title>
		<link>http://ruszamywswiat.pl/?p=607</link>
		<comments>http://ruszamywswiat.pl/?p=607#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 12 May 2012 03:59:19 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[On]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ruszamywswiat.pl/?p=607</guid>
		<description><![CDATA[Tu na dole jest solnisko, położony na wysokości 3653 m n.p.m. jeden z najbardziej płaskich terenów na naszej planecie. Dzięki<a href="http://ruszamywswiat.pl/?p=607" class="searchmore">Read the Rest...</a><div class="clr"></div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Tu na dole jest solnisko, położony na wysokości 3653 m n.p.m. jeden z najbardziej płaskich terenów na naszej planecie.</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://ruszamywswiat.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_0131.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-598" title="IMG_0131" src="http://ruszamywswiat.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_0131.jpg" alt="" width="631" height="419" /></a></p>
<p style="text-align: justify;">Dzięki temu można zrobić takie oto zdjęcie:</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://ruszamywswiat.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_0079.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-601" title="IMG_0079" src="http://ruszamywswiat.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_0079.jpg" alt="" width="631" height="419" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ruszamywswiat.pl/?feed=rss2&#038;p=607</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Od Potosi do Salar de Uyuni</title>
		<link>http://ruszamywswiat.pl/?p=611</link>
		<comments>http://ruszamywswiat.pl/?p=611#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 11 May 2012 14:32:09 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ona]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ruszamywswiat.pl/?p=611</guid>
		<description><![CDATA[Po powrocie z Potolo zostaliśmy w Sucre jeszcze jeden dzień, aby przyzwyczaić nasze organizmy do wysokości, tym bardziej, że przed<a href="http://ruszamywswiat.pl/?p=611" class="searchmore">Read the Rest...</a><div class="clr"></div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Po powrocie z Potolo zostaliśmy w Sucre jeszcze jeden dzień, aby przyzwyczaić nasze organizmy do wysokości, tym bardziej, że przed nami było najwyżej położone miasto na świecie, czyli Potosi. Już sama droga do Potosi zapierała dech w piersiach. Na wysokości ponad 4000 m. n.p.m krajobraz jest zupełnie odmienny od tego do którego przywykliśmy.  Położone pomiędzy białymi szczytami Potosi jest miastem głównie górniczym. Strzegąca miasta gigantyczna góra San Cristobal jest głównym źródłem dochodu dla większości mieszkańców tego miasta. Mimo, iż oficjalnie nie wydobywa się tam już srebra, mnóstwo górników nadal pracuje w kopalniach na własną rękę . To co uda im się wydobyć odsprzedają agencji. Warunki w kopalniach są bardzo ciężkie, stężenie szkodliwych gazów wysoce przekracza jakiekolwiek normy i często dochodzi do wypadków, nie wspominając o chorobach płuc, które dotykają prawie każdego z górników. Na dodatek w kopalniach pracuje mnóstwo dzieci. Dlaczego? Jeden z napotkanych górników odpowiedział nam na to pytanie mnóstwem pytań. A może to dlatego, że nie ma tu innego przemysłu? A może to przez słaby system edukacji? A może to przez rząd, który nie kontroluje kopalń? A może to dlatego, że tu tak biednie? A może to tradycja, która przechodzi z ojca na syna? A może górnikiem człowiek po prostu się rodzi?</p>
<p style="text-align: justify;">W Potosi zobaczyliśmy pierwsze lamy, na które bardzo długo czekaliśmy. Piotr od razu okrzyknął lamę najsympatyczniejszym i najbardziej przyjaznym zwierzakiem. Mimo, iż nie wszystkie lamy są do końca udomowione nie spoczął póki nie udało mu się do jednej przytulić.</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://ruszamywswiat.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_0770.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-614" title="IMG_0770" src="http://ruszamywswiat.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_0770.jpg" alt="" width="423" height="631" /></a></p>
<p style="text-align: justify;">Następnie udaliśmy się w do Uyuni , aby zobaczyć to, co było powodem naszego przyjazdu do Boliwii czyli Salar de Uyuni.  Pustynia solna, gigantyczne jezioro gdzie zamiast lodu jest po prostu sól. Pokrywa solna na jeziorze jest tak gruba, że można po niej spokojnie jeździć samochodem. Piękne laguny, gejzery, flamingi i to wszystko na wysokości 4000- 5000m. n.p.m. Słyszeliśmy dużo o tym miejscu, ale to co zobaczyliśmy znacznie przerosło nasze oczekiwania. Oglądając kratery na 5000 m, z których tryska para wodna i unosi się zapach siarki, a w dole widać bulgoczącą lawę czułam się jak na księżycu.  Czerwono-zielono-niebieska laguna, po której spacerują flamingi , dookoła białe szczyty, a nieopodal gorące źródło, w którym można się wykąpać. Po prostu PIĘKNIE !!!</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://ruszamywswiat.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_0343.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-615" title="IMG_0343" src="http://ruszamywswiat.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_0343.jpg" alt="" width="631" height="419" /></a></p>
<p style="text-align: justify;">Na pustynię ciężko wybrać się samemu, dlatego iż w wielu miejscach nie ma dróg i jedzie się po prostu przed siebie pomiędzy kamieniami i górami. Poza tym miejsca noclegowe są pośrodku niczego i tylko doświadczony kierowca znający pustynię jest w stanie do nich trafić. Oczywiście posiadając dobrą mapę topograficzną kompas i niezawodny pojazd można wybrać się samemu. My wraz z 5 innymi osobami wynajęliśmy jeepa i kierowcę.  Tito mówiący tylko po hiszpańsku był naszym kierowcą, przewodnikiem i kucharzem. Ze zrozumieniem hiszpańskiego nie mieliśmy prawie żadnych problemów. Gorzej z mówieniem, ale nasza mieszanka włosko, portugalsko, hiszpańska najwidoczniej jest do strawienia dla mieszkańców Ameryki Południowej. Nie mając większego wyboru w Ameryce Południowej posługujemy się tylko i wyłącznie pseudo hiszpańskim. Jak nie wiemy jak coś powiedzieć to zawsze włoskie lub portugalskie słowo jest podobne. Teraz jest już coraz lepiej, nauczyliśmy się odmian podstawowych czasowników, plus kilka słówek pytających i prowadzimy konwersacje pełną parą. Ogólnie jest często śmiesznie,  ale dajemy radę.</p>
<p style="text-align: justify;">Wracając do pustyni, wyruszyliśmy w bardzo wesołym składzie. Na czele Tito, Sydney z Francji, Tal i Adi z Izraela Jorgelina i Facundo z Argentyny no i my. Ekipa super, świetnie się ze sobą dogadywaliśmy  plus nieziemskie widoki.  Trzy dni minęły bardzo szybko i szkoda było się rozstawać. Zbiegiem okoliczności, po powrocie z Salar wszyscy wylądowaliśmy w  nocnym autobusie do stolicy La Paz i dopiero tam po wspólnym śniadanku na stacji nasze drogi rozeszły się na dobre.</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://ruszamywswiat.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_05212.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-618" title="IMG_0521" src="http://ruszamywswiat.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_05212.jpg" alt="" width="631" height="413" /></a></p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ruszamywswiat.pl/?feed=rss2&#038;p=611</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Santa Cruz – Sucre – Potosi</title>
		<link>http://ruszamywswiat.pl/?p=585</link>
		<comments>http://ruszamywswiat.pl/?p=585#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 11 May 2012 03:18:34 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[On]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ruszamywswiat.pl/?p=585</guid>
		<description><![CDATA[Najpierw przywitała nas straż graniczna i wylegitymowaliśmy się w biurze, które wyglądało tak: Pierwsze miasto okazało się najmniej boliwijskie wedle<a href="http://ruszamywswiat.pl/?p=585" class="searchmore">Read the Rest...</a><div class="clr"></div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Najpierw przywitała nas straż graniczna i wylegitymowaliśmy się w biurze, które wyglądało tak:</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://ruszamywswiat.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_9724.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-586" title="IMG_9724" src="http://ruszamywswiat.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_9724.jpg" alt="" width="631" height="420" /></a></p>
<p style="text-align: justify;">Pierwsze miasto okazało się najmniej boliwijskie wedle naszego wyobrażenia. Santa Cruz niczego specjalnego nie ma do zaoferowania, ot większe miasto leżące na drodze do bardziej urokliwych miejscowości położonych sporo metrów powyżej poziomu morza. Zrobiliśmy jeden wypad poza miasto na wydmy, a poza tym czekaliśmy jedynie na okazję, aby wyruszyć dalej.</p>
<p style="text-align: justify;">Sucre było drugim punktem programu. W mieście, do którego dotarliśmy z rana zmęczeni nocną podróżą, rozpoczęliśmy dzień od herbatki z liści koki. Mniam. A liście koki wyglądają tak:</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://ruszamywswiat.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_9796.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-587" title="IMG_9796" src="http://ruszamywswiat.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_9796.jpg" alt="" width="631" height="420" /></a></p>
<p style="text-align: justify;">Udało nam się zebrać siły i następnego dnia przejść do miasteczka Potolo, które oddalone o jakieś 60 kilka kilometrów, jeszcze 4 lata temu nie miało drogi łączącej je z cywilizacją. Dojechaliśmy lokalnym autobusem do kościółka, skąd rozpoczyna się ścieżka dumnie nazwana „Inca trail”. Po przyjemnym półtoragodzinnym spacerze, otoczeni górami i zachwyceni widokami zeszliśmy do rzeczonej drogi łączącej Potolo z cywilizacją i przemaszerowaliśmy kolejnych 16km.</p>
<p style="text-align: justify;">Po drodze złapała nas gradoulewa, ale w nagrodę dostaliśmy tęczę pomiędzy górami, więc wybaczamy. Jeszcze tylko musieliśmy przejść przez rzekę i już witała nas przepiękna osada, usytuowana pomiędzy rosłymi szczytami.</p>
<p style="text-align: justify;">Wróciwszy do Sucre, zrobiła nam się ochota na małe miasteczka i od tego czasu staraliśmy się omijać kolosy i do teraz uciekamy z dużych miast. Niemniej na drodze do wyczekiwanej mekki, Uyuni, zrobiliśmy sobie postój w Potosi, bo to w końcu „naj”, więc wypadałoby… W najwyżej położonym mieście na świecie (4090m n.p.m.), jest góra. Ta góra, a raczej jej podziemne zakamarki są królestwem El Tio. Pod ziemią górnicy odpalający lonty i wydobywający srebro na własną rękę, mogą sobie rzuć kokę i pić promile, czemu nie. Pachamama, czyli tłumacząc na nasze Matka Ziemia nie widzi. Wujek, Pan Tego Co Pod Ziemą, domaga się ofiar, w końcu może uchować od tragedii, albo zesłać karę na niewdzięcznika. Tytoń, alkohol i liście koki, tylko i wyłącznie to przyjmuje jako zapłatę za bezpieczeństwo.</p>
<p style="text-align: justify;">Ta góra pełna skarbów, królestwo El Tio wygląda tak:</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://ruszamywswiat.pl/wp-content/uploads/2012/05/039.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-593" title="039" src="http://ruszamywswiat.pl/wp-content/uploads/2012/05/039.jpg" alt="" width="631" height="419" /></a></p>
<p style="text-align: justify;">Naprzeciw niej, na innej górce za miastem, w drodze do lagun natknąć się można na najmilsze zwierzę na tej planecie. A to zwierzę wygląda tak:</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://ruszamywswiat.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_9951.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-588" title="IMG_9951" src="http://ruszamywswiat.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_9951.jpg" alt="" width="631" height="420" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ruszamywswiat.pl/?feed=rss2&#038;p=585</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Boliwia</title>
		<link>http://ruszamywswiat.pl/?p=577</link>
		<comments>http://ruszamywswiat.pl/?p=577#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 04 May 2012 02:56:51 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ona]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ruszamywswiat.pl/?p=577</guid>
		<description><![CDATA[Do Boliwii przybyliśmy w sam raz na moje urodziny. Późny wieczór, trochę problemów z kartą do bankomatu, które ma prawie<a href="http://ruszamywswiat.pl/?p=577" class="searchmore">Read the Rest...</a><div class="clr"></div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Do Boliwii przybyliśmy w sam raz na moje urodziny. Późny wieczór, trochę problemów z kartą do bankomatu, które ma prawie każdy przybywając do Boliwii. Trochę nas to zmartwiło. Aż tu nagle zjawiło się dwóch Brasileiros, odśpiewało „Parabens pra voce” (Sto lat) i jeszcze kilka brazylijskich przebojów. Nie mogli się nadziwić, skąd się wziął w Boliwii Polak, mówiący po portugalsku i grający brazylijskie przeboje. Odśpiewali wszystko co się dało i pobiegli prosto na samolot o 5 rano.  Pierwsze zderzenie z Boliwią odbiło się brazylijskim echem.</p>
<p style="text-align: justify;">Do Santa Cruz przybyliśmy przypadkiem, gdyż było to jedyne możliwe połączenie z Paragwaju. Miasto ładne, ciepłe i z perspektywy mogę już powiedzieć najmniej boliwijskie z boliwijskich miast. Dlatego też, po jednym dniu stwierdziliśmy, iż ruszamy dalej, do Sucre.</p>
<p style="text-align: justify;">Przez wszystkich zwane białym miastem, Sucre rzeczywiście bije po oczach. Promienie słoneczne, 2750 m.n.p.m i białe fasady budynków przyprawiają o ból głowy. Trochę za szybko wznieśliśmy się na tę wysokość. Jaką  metodę mają na to miejscowi?  Herbatkę z koki i żucie liści tejże rośliny. Pomaga? Jasne, że pomaga!</p>
<p style="text-align: justify;">Sucre to bardzo urokliwe miasteczko, otoczone maleńkimi wioseczkami  rozsianymi pomiędzy górami. Postanowiliśmy odwiedzić jedną z takich wioseczek. Jak zwykle mówili, że się nie da, że można tylko z agencją  wykupić zorganizowany jakże modny i drogi trekking, że trzeba kompas i dobrą mapę topograficzną. Bez mapy, kompasu, przewodnika i słowa trekking przypisanemu naszej wycieczce ruszyliśmy śladami Inków.  Na początku udaliśmy się na maleńką stacyjkę na obrzeżach miasta i już posmakowaliśmy lokalnego kolorytu. Kolorowo ubrane kobiety z dziećmi zawiniętymi w chusty przerzucone przez plecy. Stare babuszki przeżuwające liście koki w prześmiesznych kapelusikach siedzące na gigantycznych tobołkach. Kompot, galaretka, popcorn, bułki, banany i lokalna zupa. To wszystko prawie na schodach autobusu.</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://ruszamywswiat.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_97791.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-579" title="IMG_9779" src="http://ruszamywswiat.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_97791.jpg" alt="" width="442" height="631" /></a></p>
<p style="text-align: justify;">Aż nagle słyszymy jak wszyscy krzyczą do kierowcy:  Vamos!!! No dobra, z 40 minutowym opóźnieniem, ale jedziemy. Jako jedyni wysiedliśmy w miejscowości o nazwie Chatakilya. Dobrze, że przeczytałam wcześniej, że jest tam piękny kościółek wtopiony w skały, ponieważ była to  jedyna budowla tej wioski.  Kilka metrów za kościółkiem odnaleźliśmy Inca Trail czyli ścieżkę wybudowaną przez Inków.  Piękne malownicze krajobrazy i tylko my; przez 6 kilometrów nie spotkaliśmy nikogo. Schodząc, ze ścieżki zaczęło lekko padać i zauważyliśmy w oddali dziewczynę z dzieckiem na plecach biegnącą przez pola. Przeszło nam przez myśl, że pewnie nie chce, aby dziecko zmokło. Ale cóż mieliśmy za niespodziankę gdy zdyszana stanęła przed nami wyciągając plik bilecików na szlak Inków, z którego właśnie zeszliśmy. Bilet kupiony. Dziewczyna odetchnęła z ulgą. Nie do końca znaliśmy dystans do wioseczki, do której zmierzaliśmy. Momentami utwardzoną czerwoną drogą, wąwozami, przez strugi deszczu, grad i piękną tęczę, z mokrymi butami, głodni i zmęczeni, wypytując lokalnych pastuszków ujrzeliśmy w oddali  piękne Potolo. Jeszcze tylko zostało przejść przez rzekę. Można na około jakieś 3 kilometry, ale już się ściemnia. No dobra idziemy wpław. Kamienie ostre, więc weszliśmy w butach przemaczając  je doszczętnie. W końcu, po 22 kilometrach już idziemy obok ślicznego kościółka witając się z mieszkańcami wioseczki. Wypytujemy, gdzie to można coś zjeść, oni na to, że można o 14 i 19. Jak to? No tak to! Maleńka gospoda otwiera się o 14 i 19 na godzinkę serwując  jedno danie. Idziemy się upewnić. Właściciel mówi, że dzisiaj o 19 będzie kurczak. Okazuje się, że nad gospodą jest maleńki pokoik. Woda zimna, ale przynajmniej jest.  Byliśmy bardzo zmęczeni i od razu po kolacji udaliśmy się do lodowatego pokoiku na górze.  Zanim zasnęłam zdążyłam tylko pomyśleć:  Ach jak tu pięknie!</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://ruszamywswiat.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_9849.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-580" title="IMG_9849" src="http://ruszamywswiat.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_9849.jpg" alt="" width="631" height="419" /></a></p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://ruszamywswiat.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_9866.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-581" title="IMG_9866" src="http://ruszamywswiat.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_9866.jpg" alt="" width="631" height="419" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ruszamywswiat.pl/?feed=rss2&#038;p=577</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

<!-- www.000webhost.com Analytics Code -->
<script type="text/javascript" src="http://stats.hosting24.com/count.php"></script>
<noscript><a href="http://www.hosting24.com/"><img src="http://stats.hosting24.com/count.php" alt="web hosting" /></a></noscript>
<!-- End Of Analytics Code -->

